Cykl opowieści, codziennie nowe części.
Mój mail: dawidwyrozebski@gmail.com
Numer gadu: 20749650
Odpowiadam na pytanie: Tak czytamy od prologu w górę ;)
Najnowsze części zamieszczane są u góry strony ;)

Zachęcam do obserwowania mojego bloga poprzez usługę OBSERWUJ, to pozwoli na otrzymywanie wiadomości o zmianach na blogu i podpisywanie się stałym nickiem pod postami :) Pozdrawiam!

czwartek, 18 marca 2010

Rozdział II Zmiany, ciąg dalszy i dalszy

-Zamordowałeś człowieka!? Proszę powiedz, że się broniłeś, że zostałeś napadnięty, że nie miałeś wyjścia! Ale co się stało, że piłeś krew!?
Łzy zaczęły płynąć po moich policzkach, nie miałem zamiaru powstrzymywać płaczu. Prawda, jaka do mnie dotarła była szokująca. Tata zabił, wypił krew człowieka, co się u diabła dzieje z tym popieprzonym światem? Wszystko staje się jasne, wtedy w salonie posoka, którą był pokryty jego garnitur była ludzka, ale niezrozumiałym jest to, co się ze mną działo. Dla czego chciałem tak bardzo jej zakosztować? Przecież normalna krew nigdy mnie nie pociągała, jestem zabezpieczony farmakologicznie.
-Nie jednego, a trzech. To po pierwsze. Napadli mnie, rozegrali to idealnie, snajper na dachu miał sprzedać mi kulkę, dwóch podstawionych typków było przynętą, która miała mnie zaczepić, wystawić na idealną pozycje do strzału. Na początku nie wiedziałem, co się dzieje. Pod własnym domem dwóch drabów jak szafy z nożami krzyczy abym dał im portfel, grzecznie i posłusznie go wyciągam, gdy z odległości stu metrów usłyszałem dźwięk ładowania broni. Wyczułem wszystko, obudziło się we mnie coś, co podpowiadało abym atakował. Wyrwałem pierwszemu z nich nóż, zanurkowałem pod ciosem drugiego. Rozciąłem tętnice lekkim ruchem, zanim upadł, drugi już także nie żył. Potrafię dać sobie radę z kilkoma napastnikami bez picia krwi, nie raz było o wiele gorzej, jednak to wszystko sprawia wrażenie ukartowanego.
Potem ledwo pamiętam, co się działo, oni musieli być nafaszerowani jakimś gównem, które sprawiło, że nie mogłem się powstrzymać od skosztowania ich krwi. Prawdopodobnie wypiłem bardzo dużo tego trefnego badziewia, bo nawet nie pamiętam, co się stało z tym trzecim, ale wiem, że musiało mu być gorąco, bo po zabiciu pierwszych dwóch prawie w ogóle się nie ubrudziłem. Spójrz jak wyglądam…
Tata rzeczywiście wyglądał fatalnie, krwią od niego zalatywało na kilometr, a wyglądał jak niewprawny rzeźnik.
-Co się teraz stanie? Będziesz musiał pić krew ciągle?
-Nie sądzę, poinformowałem społeczność o tym incydencie. Pobiorą próbki do badań i zabezpieczymy się przed tym jeszcze w tym miesiącu. Kolor oczu powinien zniknąć po kilku dniach.
Na razie mamy odgórne polecenie ukrycia się, ci z góry też nie wiedzą dokładnie, kto za tym stoi. Potrzebujemy stu procentowej pewności, aby zacząć działać.
Sunęliśmy jakąś wiejską drogą gdy nagle usłyszeliśmy huk, tyłem auta zarzuciło, złapaliśmy gumę! Gdzieś w tle tego odgłosu mignął mi cichutki wystrzał.
-Strzelają do nas młody! Głowa nisko! Jakieś 150 metrów za nami. Skąd u licha wiedzieli gdzie będziemy?
Całe szczęście, że dostaliśmy akurat za zakrętem, nie jechaliśmy zawrotną prędkością co pozwoliło tacie uniknąć kolizji z drzewem.
-Jak tylko wysiądziesz schowaj się za autem, ja posprzątam to towarzystwo.
Samochód się zatrzymał, otworzyłem drzwi i natychmiast położyłem się na wilgotnej drodze. Nawet nie usłyszałem, kiedy tata wyskoczył z pojazdu. Zdradzały to jedynie krzyki mordowanych ludzi, krzyki były krótkie jednak pełne emocji… Tata nie bawił się z nimi w kotka i myszkę.
-Nawet nie mrugnij, bo odstrzelę Ci ten łeb. A swojego mózgu nie znajdziesz bliżej niż w Bejrucie.
Zimna lufa przy mojej głowie wywołała przypływ panicznego strachu. Jeszcze nigdy moje życie nie wisiało na włosku, mówią, że gdy ma się umrzeć całe życie przelatuje przed oczami. Gówno prawda. Spojrzałem w górę, a nade mną stał wysoki mężczyzna w kominiarce, w dłoni zwykły pistolet, przy pasie krótkofalówka i granat, jego oczy mówiły, że zabił znacznie więcej ludzi niż jestem w stanie ogarnąć.
-Czemu?
Pytanie, które zadałem było kompletnie pozbawione sensu nie mam też pojęcia, czemu nie spróbowałem wykorzystać mojej szybkości, jednak człowiek w obliczu śmierci, tfu! Nawet wampir, może pleść głupoty i nie postępować logicznie.
-Chyba się ze ślepym przez szybę macałeś, że sprzedasz kulkę mojemu synowi.
W tym momencie usłyszałem trzask w karku mojego niedoszłego oprawcy. Zwłoki runęły na ziemię obok mnie. Na dzisiaj dość wrażeń.
-No synek, spierdalamy. Dzięki tej akcji wiemy jedno, zależy im na Tobie.
Nobel wyszedł w tym momencie z auta, przeciągnął się. Polizawszy swoją łapkę spojrzał na nas po czym miauknął.
-Wiem Nobel.
Tata spuścił oczy wypowiedziawszy te słowa.

5 komentarzy:

  1. noooooooooo Panie Dawidzie, chyba najlepszy rozdział z dotychczas opublikowanych, jednym tchem przeczyta :D

    OdpowiedzUsuń
  2. no i akcja się rozkręca, już nie mogę się doczekać kolejnej części!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja chce jeszcze:)
    musisz dodawać wiecej naraz:)
    poprostu czuje sie nie nasycona tym opowiadaniem:)
    więcej...więcej:)

    OdpowiedzUsuń
  4. długo jeszcze muszę czekać na piątkową część?

    OdpowiedzUsuń
  5. "-Nawet nie mrugnij, bo odstrzelę Ci ten łeb. A swojego mózgu nie znajdziesz bliżej niż w Bejrucie." Przyznam , że styl wymaga poprawki to mas zpoczucie humoru i właśnie dlatego
    tak mi się podoba. Pracuj dalej=]]

    OdpowiedzUsuń