Cykl opowieści, codziennie nowe części.
Mój mail: dawidwyrozebski@gmail.com
Numer gadu: 20749650
Odpowiadam na pytanie: Tak czytamy od prologu w górę ;)
Najnowsze części zamieszczane są u góry strony ;)

Zachęcam do obserwowania mojego bloga poprzez usługę OBSERWUJ, to pozwoli na otrzymywanie wiadomości o zmianach na blogu i podpisywanie się stałym nickiem pod postami :) Pozdrawiam!

czwartek, 25 marca 2010

Rozdział III Szkolenie no i znowu.

Rana goiła się w zaskakującym tempie. Po piętnastu minutach nie było już nic widać, został jedynie ślad krwi na palcach. Natłok myśli, który pojawił się w mojej głowie był ogromny. Setki pytań powstały w ciągu kilku chwil. Od razu skojarzyłem fakt znalezienia krwi pod paznokciami jednego z zabitych, rana na brzuchu wyglądała ewidentnie tak jakby została zadana przez zwykłą rękę. Czy do jasnej cholery ja zabiłem tych ośmiu strażników? Ale jakim cudem, spałem przecież we własnym łóżku!
-No właśnie…
Mruknąłem pod nosem. Ten sen wydaje mi się podejrzany, mogłem to zrobić nieświadomie, czemu jednak tak się dzieje? Żaden wampir sam z siebie nie atakuje innych, a co dopiero ciche morderstwo całej warty. Muszę się poważnie zastanowić, jakie kroki podjąć, przede wszystkim najważniejszym jest, aby nikomu już nie stała się krzywda. Jest jeszcze kolejny problem, zabicie tylu braci krwi jest karane śmiercią, przynajmniej tak mi się wydaje. Może w jakiś sposób ukryć dowody zbrodni? Wystarczy, że jakiekolwiek podejrzenie padnie na kogoś ze społeczności i porównają próbkę DNA spod paznokci z informacją genetyczną każdego wampira. Kilka dni i zapomną o tym, że mnie sprzątnęli.
-Nie! Nie można siebie obwiniać!
Czemu zakładam, że to ja ich zabiłem? Sam mogłem się zranić w czasie snu, to mógł być kompletny przypadek. Cichy głos w głowie syczał, że odrzucam od siebie winę, że jestem zwykłym mordercą.
Ale przecież kamery powinny coś zarejestrować! Nie, to zły trop. W pałacu nie ma ani jednej, więc jeśli którekolwiek coś złapały to tylko na podwórzu. Nie zauważą, że opuszczałem swoją kwaterę. Może właśnie sprawdzają monitoring? Jak tak to przyjdą tu za chwilę i nie będę miał żadnych szans. Kulka w łeb i po sprawie. Czy analizując film klatka po klatce będą w stanie zobaczyć, że to ja nawet, jeśli poruszałem się z pełną szybkością? Co robić?
Broń przypięta do pasa dawała mi jakieś poczucie bezpieczeństwa, będę się bronić! Jeśli nie będą zadawać żadnych pytań tylko próbować zabić nie oddam skóry tak łatwo.
Minuty mijały jedna po drugiej, mimo upływu czasu nikt nie przychodził. Dopiero po godzinie usłyszałem kroki jednej osoby, byłem prawie pewien, że to tata. Nie myliłem się, wszedł do pokoju, usiadł na łóżku ze zmartwioną miną i oznajmił.
-No synek, to mamy problem. Sprawdziliśmy monitoring.
Zadrżałem, ojciec przyszedł oznajmić mi, że jestem aresztowany lub cokolwiek takiego, a może chciał ze mną porozmawiać przed egzekucją? W każdym razie w ciemnej dupie jestem.
-Tak? I co zobaczyliście?
Pytanie niewiniątka, Nie wiem, czemu do końca się bronię.
-Nic, każda kamera została przestrzelona. Rejestrowanie obrazu zostało przerwane dokładnie w tym samym momencie. To oznacza, że była to bardzo przemyślana i zsynchronizowana akcja. Na wyniki od tych popapranych patologów musimy jeszcze czekać. No tyle Ci chciałem powiedzieć, jak dowiem się czegoś nowego na pewno Cię to nie ominie. Do zobaczenia.
Zostałem sam z kolejnym problemem. To w końcu ja to zrobiłem czy nie ja?
Przerwałem swoje rozmyślania i postanowiłem wybrać się na spacer. Okolica była o wiele lepiej strzeżona. Wampiry o czerwonych jak krew oczach patrolowały z bronią okolice. Ciekawe czy to cokolwiek da, jeśli wróg znowu zaatakuje. Może to ja jestem głównym zagrożeniem?
-A jeśli ktoś mną kieruje z zewnątrz!? To w ogóle możliwe?


Dzień minął bez żadnych incydentów. Większość mieszkańców pałacu pracowało nad szczegółowym raportem dotyczącym zwłok strażników. Dokładne sekcje zwłok na pewno pozwolą sprawie nabrać tempa. Odniosłem jednak wrażenie, że niektórzy przedstawiciele społeczności boją się odpowiedzi.
Po kompletnie nudnym dniu zbliżała się noc, dla większości wampirów to czas zadumy i tęsknoty za czymś, czego nie znają, za snem. Świadomy swojego szczęścia położyłem się w łóżku i powoli przechodziłem w przyjemny stan beztroski. Zamykające się powieki podpowiadały, że już niedługo nadejdzie ranek.

Otworzyłem oczy, byłem ubrany w czarny mundur. Stałem przy oknie w swoim pokoju. Broń zamiast przy pasie leżała w mojej dłoni. Sprawdziłem magazynek, na szczęście wszystkie kule były na miejscu. Oczy otworzyły mi się ze strachu, gdy spojrzałem jeszcze raz na moje ręce. Pełne od krwi, brudne.
-Znowu!?
Spojrzałem po swoim ubraniu, w wielu miejscach było pocięte, lekko wilgotne. Mój wzrok przykuł lekki deszczyk za oknem. Co ja robiłem na zewnątrz? Za kilka minut znowu usłyszę o kolejnych ofiarach?
Umyłem się tak szybko jak tylko potrafiłem, przebrałem w czyste ubrania i wyszedłem z pokoju w stronę holu pałacu. Dosłownie w tym momencie rozbrzmiał alarm, wyjące syreny i biegające wampiry z odbezpieczoną bronią potęgowały zamęt w mojej głowie. Po kilku minutach jednak wszystko ucichło. Przy wyjściu z rezydencji zobaczyłem tatę rozmawiającego z kolegami.
-Jarek chodź tutaj szybko!
Podbiegłem zgodnie z poleceniem taty. Bałem się tego, co powie.
-Tak tato? Co się znowu stało?
-To były inne wampiry. Nic o nich nie wiemy. Jesteśmy tego pewni, bo zwłoki jednego z nich leżą przed pałacem. Nie wiemy, kto go zabił, bo wszyscy wartownicy dostali pociskami usypiającymi.
Żaden z naszych nie jest ubrudzony krwią, a z tamtego drania zostały strzępy. Patolodzy go teraz żyletkami zdrapują z kamieni przy jeziorze.
-Skąd wiecie, że to były wampiry?
Wydało się lekko podejrzane, że tak szybko zdefiniowali, kim są napastnicy. Przypomniały mi się słowa dziadka.
-A kto inny? Najwyraźniej myliliśmy się, że jesteśmy jedyną społecznością na tym świecie.

1 komentarz: